Podróżny siedzial nieruchomo, wpatrując się w rozżarzony krag zachodzącego słońca. Obszerna szata i długie, śnieżnobiałe włosy nadawały mu wygląd wędrownego kaznodziei czy pustelnika, których Robin spotykał czasami na ścieżkach sherwoodzkiego lasu. Jednak dumna postawa i potężne ramiona postaci dobitnie świadczyły o tym, że mężczyzna — nawet jeśli w istocie był duchownym - nie spędzil swojego życia na samych tylko modlach i postach. Robin podszedł nieco bliżej i nagle, gdy już mial skierować do starca slowa pozdrowienia, stanął zaskoczony niezwykłym widokiem - na kolanach siedzącego spoczywal obnażony miecz, którego ostrze lśnilo w blaskach zachodu dziwnym, srebrzystym światłem.

- Zmierzcha się nad tym królestwem - powiedział mężczyzna nie odwracając glowy, jak gdyby wiedzial, że Robin stoi kilka kroków za nim. - Słońce zachodzi...i może nigdy już nie będzie świtu. Czy wiesz Robinie, jak straszna będzie ta noc, po której nie wzejdzie już słońce?

Robin nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa. Czul, że zna glos tego człowieka, chociaż z pewnością słyszal go teraz po raz pierwszy w życiu. Zdał sobie sprawę, że oto nagle stanął w obliczu zwiastuna wielkiej tajemnicy, której istnienie zawsze przeczuwał, lecz do której nigdy jeszcze nie dane mu bylo się zbliżyć.

- Tak, Robinie - ciągnął starzec. — Ciemność przynosi cierpienie, a cierpienie przynosi śmierć. Ta ciemność podpelzla już pod progi domów, wlewa się w ludzkie dusze, niedługo będzie bliska swojego triumfu...

Robin zbliżył się do starca i z szacunkiem przyklęknął u jego stóp. – Kim jesteś, panie? - wyszeptal ze ściśniętym gardłem.

- Czeka cię walka, Robinie - rzekł mężczyzna - Bardziej straszliwa niż wszystkie, jakie dotąd stoczyłeś. Walka nie na śmierć i życie ciała, ale na śmierć i życie duszy...

Robinem wstrząsnął dreszcz grozy. Poczuł przejmujący chłód bijący od postaci starca. - Z kim mam walczyć? – zapytal, opanowując drżenie. - Jesteś rycerzem światła, ciemność ma także swoich rycerzy...

– Rycerze Ciemności... — wyszeptal Robin. Nagle wszystkie aluzje starca stały się dla niego jasne. – Więc ten zakon naprawdę istnieje...?

- A czy istnieje złoto, które twój król wsypuje co dzień do swojego skarbca? Czy naprawdę ma ono kolor czerwony od ludziej krwi i czy pieczęć położona na skarbcu nie jest pieczęcią Szatana?

- To wszystko jest więc prawdą — Robin spojrzal w oczy starca, jak gdyby chciał z nich wyczytać zaprzeczenie swoich własnych słów. - Rycerze w czarnych zbrojach, którzy palą wsie. Porwania, tortury, czary, skladanie krwawych ofiar...

– To wszystko jest ich dzielem, Robinie. Król zaprzedał swoją duszę za brzęczące złoto i tym samym... oddal im koronę...

- Jak można ich pokonać? — zapytał Robin Hood po chwili milczenia. Starzec pogladzil miecz leżący na jego kolanach.

- Posłuchaj uważnie – rzekł — bo to, co powiem, jest największą z tajemnic, jakie dane ci będzie kiedykolwiek poznać. Do obrony przed Zlem dane zostały światu cztery Święte Miecze - Swięte, Nieśmiertelne i Niepokonane. Swięte, bo nikt nie wie, kto i kiedy uksztaltowal ich ostrza, Nieśmiertelne, bo nie ma w świecie sily, która zdolalaby je zniszczyć, Niepokonane, bo nie ma potęgi, która mogłaby się im przeciwstawić. Dopóki były razem, światu nie zagrażalo niebezpieczeństwo... Czy już rozumiesz Robinie?

Robin skinął głową.

- Nie wiadomo - mówil dalej starzec - w jaki sposób i komu, udalo się rozdzielić Miecze, lecz od tego czasu Zlo i Dobro nie ustają w wysilkach, żeby je odnaleźć. Jeżeli dokonają tego Rycerze Ciemności, będzie to zapewne dzień, w którym pieklo zstąpi na ziemię. Jeśli powiedzie się tobie, będzie to ostatni dzień, w którym usłyszymy o tym zakonie.

- W jaki sposób mogę odnaleźć Swięte Miecze? - zapytal Robin.

- Jeden z nich masz przed sobą. - rzekł starzec unosząc broń ku górze. — Należal ongiś do jednego z olbrzymów, Gwrnacha Gawra, teraz będzie służyl tobie.

Robin w milczeniu przyjal miecz z rak starca i ucalowal blyszczące ostrze.

- Drugi z Mieczy znajdziesz w Tuethan, w Ziemi Umarłych. Tuethan znaczy ,,lament", to zamek Rycerzy Ciemności. Miecz, który tam odnajdziesz to Curtana — należal ongiś do świętego Edwarda Wyznawcy. Curtanę będziesz mógł latwo poznać po tępym ostrzu, to Miecz Milosierdzia. Trzecim Mieczem jest Arondight, Miecz Lancelota, czwartym Excalibur...

- Miecz króla Artura – powiedzial Robin. Starzec przymknął powieki, a na jego twarzy pojawil się nikly uśmiech, jakby odbicie odleglego wspomnienia. - Tak, Robinie - rzekl. — Excalibur, mój Miecz.

 

  • Robin Hood - 11Robin Hood - 11
  • Robin Hood - 12Robin Hood - 12
  • Robin Hood - 13Robin Hood - 13
  • Robin Hood - 14Robin Hood - 14
  • Robin Hood - 15Robin Hood - 15
  • Robin Hood - 16Robin Hood - 16
  • Robin Hood - 17Robin Hood - 17
  • Robin Hood - 18Robin Hood - 18