Na jego popularności parę osób zarobiło niezły kawał grosza. Seria filmów z jego udziałem sprawiła, że odżyli na nowo eksperci licznych odmian walki. Smierć Bruce'a Lee w 33 roku życia dodała niezwykłej pikanterii sportom Wschodu i przyczyniła się do jeszcze większej ich popularności.
Po opłakaniu idola, dziennikarze rozjechali się po świecie v poszukiwaniu pamiątek po mistrzu. Powstał z tego obraz bardzo fascynujący. Okazało się bowiem, że Lee miał więcej wrogów niż przyjaciół. Nie był przecież typowym aktorem, a praktykującym ,,sportowcem", który swe umiejętności elegancko sprzedawał w filmie. Jego ciągoty do duchowego przewodnictwa w świecie zakapturzonych mnichów okazały się o wiele silniejsze niż ekranowa sława. Poza ekranem za wszelką cenę dążył do stworzenia własnego kierunku walki, stylu który byłby nazwany od jego imienia. Rozpychanie się łokciami nie wyszło mu jednak na dobre. Wszem wobec głosił wyższość swojej metody nad pozostałymi, a opornych przekonywał często argumentami manualnymi. Znane były jego butne wypowiedzi o innych specjalistach żyjących w pokorze wobec świata i cnocie ubóstwa. Często powtarzał: „Tak naprawdę, to mogę dać łupnia każdemu człowiekowi, który chodzi po tym świecie!”.
Toto któregoś ranka już się nie obudzit. Wezwany lekarz zaniepokoił się bardzo stanem denata. Sekcja zwłok przyniosła zdumiewające wyniki. Pęcherzyki płucne oraz komórki mózgu posiadały nienaturalny wygląd. Lekarze stwierdzili, że czegoś podobnego wcześniej nie widzieli i nie umieją podać przyczyny zejścia. Było to tym bardziej dziwne, że kręcąc swój kolejny film Lee czuł się znakomicie i nic nie zapowiadało tragicznego finału.
Informacja poszła w świat, a wówczas przypomniano sobie, że podobne przypadki dziwnych zgonów notowano już przed laty, głównie na Wschodzie. Tak też zrodziła się hipoteza o śmierci opóźnionej, która przez kilka lat opanowała cały świat karate. Zadawanie ciosów śmierci znane było już przed wiekami, a sztukę tę kultywują podobno jeszcze dziś nieliczni mnisi w niedostępnych klasztorach Nepalu. Ich sposób nazywano dim mok lub dim huk. Techniki polegały na „uderzeniu" w specjalne miejsce na ciele człowieka, według tzw. godzin życia. Nie było to uderzenie, lecz rodzaj dotyku. Przepływ energii, jej natężenie pozwalało na regulowanie daty zgonu do kilku miesięcy. W licznych wypowiedziach Bruce Lee ośmieszał słowem niewybrednym tych czarnoksiężników. Są na to liczne dowody. Brakuje jedynie ogniska dowodzącego o ich zemście..
Tajemniczy zgon zakończył życie Bruce'a Lee, a rozpoczął legendę o „małym smoku”... Motto smoka kung fu brzmi: „... Kontroluj siebie, pozwól innym robić to, co chcą. Nie znaczy to, że jesteś słabszy. Kontroluj swoją duszę, bądź posłuszny i słuchaj zasad życia. Nie znaczy to, że inni są silniejsi...".

 

  • stara-gra-fano-bruce-lee-1stara-gra-fano-bruce-lee-1
  • stara-gra-fano-bruce-lee-2stara-gra-fano-bruce-lee-2
  • stara-gra-fano-bruce-lee-3stara-gra-fano-bruce-lee-3
  • stara-gra-fano-bruce-lee-4stara-gra-fano-bruce-lee-4